2014 2012 2010

Dorta Jagić

(ur. 1974) studiowała filozofię  i naukę o religiach (nie zdradza na jakim uniwersytecie). Obecnie pracuje nad słownikiem kobiet biblijnych. Lubi podróżować. Za swój  debiutancki tomik wierszy („Plahta preko glave”, 1999) otrzymała prestiżową chorwacka nagrodę poetycką: „Goran za mlade pjesnike”. W 2007 roku na międzynarodowym festiwalu poetyckim w Rumunii otrzymała Nagrodę „Balkan Grand Prize for Poetry”. Jest również autorką licznych krótkich opowiadań, które drukuje w chorwackich czasopismach. Współpracuje również ze studenckimi amatorskimi teatrami eksperymentalnymi.

 

Do nagrody Europejski Poeta Wolności 2014 nominowana za: "Kanapa na rynku" (2011).

 

 

murowane pokoje kobiet

 

zaprojektowane dawno,
jeszcze w średniowieczu jako fortyfikacje
przeciw najazdom polnych kwiatów
i płodnego deszczu
stare panieńskie pokoje mają po dziesięć wrót
samotności więcej niż wszystkie inne domowe pomieszczenia
skrywają to przed nami w wielu optycznych złudzeniach
i za siedmioma pieczęciami
tylko z najruchliwszych dróg z ostrych zakrętów
jasno można zobaczyć
jak w tych bielejących ścianach
nadgryzionych wilgocią i długimi paznokciami
coś małego zawoalowanego porusza się
kiedy smutne mieszkanki piszą nowe
ballady o rzezi owiec
i bogu jako bycie transcendentalnym
i z tej niskiej drogi każdy widzi
że za dziewiątymi wrotami kryją się
przed odwiedzającymi mężczyznami i
wiosennym słońcem
zabalsamowane dziąsła i sczerniałe
wirusy martwych ojców,
starych panien

 

 

pokoje jak przystań

 

nie tylko w weekendy
pokój mariny spóźnia się do lustra
na spis mieszkańców
we wszystkie dni pracujące,
(jak ten autobus o 7.32)
bo zwyczajnie
tak jak marina
nie zdąża przyjąć innego kształtu,
jakiegoś nowego betonowego ciała
i przerosnąć swojej małości.
niewyspany,
pokój każdego dnia budzi się ze smutku
i pcha głowę w filiżankę zimnej kawy.
nie ma z kim porozmawiać więc
znów zasypia, podczas gdy po parkiecie
jak piraci kuśtykają ogłupiałe żółwie
przewracają buty, plotą głupstwa
jęczą, przeklinają, szepczą
cumują łóżko przy marinie
marinę do łóżka
na wszystko zaciągają zasłony
mówią: marina, spóźnij się do pracy
kiedy we śnie na ślubnym welonie
tak zręcznie lecisz do nieba
w stronę
alkoholowych obłoków

 

 

letnie pokoje

 

w letnich pokojach
kryje się spore niebezpieczeństwo
je się letnią zupę i
pije letnie wino, podaje się ciało
na srebrnych półmiskach
skóra jest letnia na tyle że z niej odpadają
miniaturowe rodzinne fotografie
letnia jest i łagodna kostka dnia
i mięciutka kulka nocy
letnia jest biblia na półce
mleczny telewizor
całymi dniami po łóżku
turlają się kończyny i martwe poduszki
toczą się jak zmartwione ciężarne
utkwiły w spuchniętym brzuchu z dzieckiem
uwięzionym w macicy od lat
szalone dziecko nie wychodzi na podwórko,
wciąż siedzi na nierozhuśtanej huśtawce
w głodnej mamie, w letniej zupie
w nierozpuszczonej misce
całe jest mokre i pomieszane,
tylko oczy ma suche z powodu wszechogarniającej
kopuły skóry, mlecznego nieba
którego ucisku nie łagodzi
ani śpiew ptaków na dworze
ani wiecznie zielone
światło