2014 2012 2010

Pandelis Boukalas

(ur. 1957) - poeta, tłumacz antycznej literatury greckiej, eseista, związany z dziennikiem „Kathimerini”, w którym prowadzi stałą rubrykę od 1989 roku. Mieszka w Atenach. Opublikował kilka zbiorów poezji, za Ρήματα („Czasowniki”) otrzymał Państwową Nagrodę Poetycką w 2010 roku. Wydał przekłady literatury antycznej na język nowogrecki: „Epitaf Adonisa, Biona ze Smyrny” oraz „Epitafium: starożytne greckie epigramaty nagrobne”. W 2005 roku przełożył dla Teatru Narodowego „Acharnejczyków” Arystofanesa oraz „Agamemnona” Ajschylosa.

 

Do nagrody Europejski Poeta Wolności 2014 nominowany za: "Czasowniki" (2009).

 

 

Gwałtowne nieporuszenie

 

Przez ciało i czas ukształtowani.
Śmiertelni ze śmiertelnych.
Więc jadalni.
Nieruchomieją nasze dni
i gwałtownie się zużywają.
Bezpowrotny jest kalendarz
– jak miłość.
Niknę i niszczę,
nieznaczna odległość litery
rzeczy odległość przestwór.
Zardzewiało już świeże spojrzenie
łakome
a świat wydaje się już ostateczny
dokonany
bez nas
bez naszego apetytu, by go na nowo ukształtować
już cierpliwość wszystko naznacza
– także miłość.
Już gniew planuje przebaczenie
rezygnację i uległość.
Nieruchome nasze dni
gwałtownie się przekartkowują
i nie pozostaje nic innego prócz…
Czasami obłuda
ma gęstszą krew od autentyczności
Wszędzie –
ale nie w miłości

 

 

Inny czym innym

 

Nic przed nim
i nic po nim, by dookreślać
Jeden wers zawieszony w powietrzu
Czas zjadł słowa i smutek
korzeń unicestwił pień
Jedna gałązka pozostaje żywa
Melodia
Głęboka jak gorycz emigrujących w miłości
słodka jak pocałunek w zawieszeniu
by potęgowało się pożądanie w skrytej nadziei
Inny czym innym
Tyle starożytny liryk
Nazywał się Archiloch.
Inny czym innym serce swe raduje.
Lecz kto się tu weseli a kto leczy
kto żółć w miód przemienia
kto ranę upiększa w źródło
kto wybawiciel, a kto czarownik
En Namiętne Zwielokrotnione
Strumyk skromny, który nagle
rzeką się staje w morze się przemienia
Muzyka jak zaklęcie jak ziele
stworzona niemal z niczego
Dwie-trzy litery
Pieśń jak kołysanka śmierci
Takie czary inni nazwali poezją
w swym języku
A inni czym innym w innych

 

 

W podziemnym pomieszczeniu w kształcie jaskini

 

Szklana w końcu nasza jaskinia.
Lśniąca.
Podziemna oczywiście,
choć zamieszkujemy górne piętra.
Skowani pozłoceni
inny dobrowolnie inny zrezygnowany
inny przez swój żywot zużyty.
Włączajmy
ze znużoną duszą
nawet wcześniej niż światło telewizję
może i pożyczymy dla siebie płomienia
lub życia.
Pochłaniajmy cienie cieni
podobizn podobizny
i uważajmy nierozważnie, że to świat.
Szklane pudło niech nas ściera na proch
a my przytwierdzeni przez iluzję
że mamy nad nim władzę.
Jaki Platon zatem.
Kazantzidis.
Raz cię trzasnę, żebyś pękł…
Nim szklane pudło nas dostarczy
cień cieni
do drewnianego –