2014 2012 2010

Toktarali Tanżaryk

ur. 1982 w Chinach w okręgu kazachskim Künes. Obecnie mieszka w Kazachstanie, we wsi Taldybulak. W 2008 r. ukazał się jego tomik poezji Tün paraqtarı ‘Stronice nocy’. Swoje wiersze zamieszczał w czasopismach oraz internetowych portalach literackich i społecznościowych. W związku z krwawymi wydarzeniami spowodowanymi rozprawą policji ze strajkującymi robotnikami w Żanaözen i Szetpe, w grudniu 2011 publicznie wygłaszał swój wiersz „Przekleństwo”, potępiający okrucieństwo. Współpracował z tygodnikiem Dala men Kala, został zwolniony, znów przyjęty do redakcji, ale pismo to zostało zamknięte wraz z końcem 2013 r. Laureat literackiej nagrody Serper.

 

Do nagrody Europejski Poeta Wolności 2014 nominowany za: "Stronice Nocy" (2008).

 

 

 

Pożegnanie

 

W posępną noc jesienną
Księżyc roztacza blask.
Wszystko jest nadaremne,
Tak wiele jest troski w nas.

 

Jesteśmy rozżaleni,
Szczęście od nas ucieka.
Nadziei pozbawieni,
Nadzieja też umyka.

 

Spoglądam na nocne niebo,
Na poświatę księżyca.
Odkąd ode mnie odeszłaś,
W nocy skrywam me lico.

 

Zostaję w samotności,
Bez twojego spojrzenia.
Opuszczony w miłości,
Zawiedziony w pragnieniach.

 

Stałem tak do nocy końca,
Aż myśli mi rozjaśnił brzask.
Skoro nie znajduję słońca,
Na co mi księżyca blask?

 

 

***

 

Leżę, lecz sen nie przychodzi,
Jakiś czar obezwładnić mnie chce.
Księżyc jak w beztroskich latach
Uśmiech do mnie tajemniczo śle.

 

Leżę, ciało bólem trosk przeszyte,
Nieme gwiazdy w oddali migoczą.
W uszach mi dudni i łoskocze,
Jakiś głos mi do uszu coś szepcze.

 

Jestem bezradny wobec bezsenności,
Nocne mary zamieszkały we mnie.
Świata tego wszelkie dziwności
Okładają pięściami me ciemię.

 

Po moich myślach ugania się szczenię
Za kłębkiem splątanego zmartwienia.
W oczach rozbłyska mi srebrna maska
Twarzy odbitej w księżycowym blasku.

 

Leżę, lecz sen nie przychodzi,
Wielki ciężar czuję w piersi.
Ktoś rzucił czar bezsenności
Na moją skołataną duszę.

 

Leżę, lecz sen nie przychodzi.

 

 

Dworzec. Świt

 

Zabłąkani na dworcu,
Nikomu nie ufają.
Witają podróżnych,
Lecz nie odprowadzają.

 

Małomówni przechodnie,
Nieprzytulne ulice.
Wczoraj się błąkałem,
Dziś też pobłądziłem.

 

Ptaki w klatkach więzione
Rwą się ku wolności.
Na Placu defilada!
Nie wierz im, to oszuści!

 

Wszechświat w moich oczach
Pełen smug i cienia.
Przybliża cierpienia,
Oddala pragnienia.

 

Męka z Udręką chodzą pod rękę,
Nucą i nucą smętną piosenkę.
Deszcz siecze w górach, skały rozbija,
Żal kąsa serce jadem jak żmija.

 

Winem dławię utrapienie,
Unikając przykrych zdarzeń.
I odsuwam precz wspomnienie
Dworca zagubionych marzeń.